Josephs.ScotBorowiak Properties Ltd

Ma pistolet i nie zawaha się go użyć

Utworzona: 2024-03-30


Rozmowa z Pawłem Bruskim, 36-letnim właścicielem firmy Badstaff art z Chojnic, artystą plastykiem zajmującym się malowaniem ciężarówek aerografem w technice airbrush.

Napisał Pan niedawno w mediach społecznościowych, że kończy realizację swojego najciekawszego a zarazem najtrudniejszego projektu. Chodzi o ozdobienie scenami z filmu "The Ice Road" (Lodowy szlak) z Liamem Neesonem klasycznej kabiny Peterbilta 379 z silnikiem Caterpillara. Dlaczego to było największe wyzwanie?

Powodów jest kilka. Po pierwsze jest to pojazd, z którym wcześniej nie miałem styczności, a więc wszystko było dla mnie nowe. Po drugie, praca przy tym projekcie wiązała się także z renowacją całego nadwozia, łącznie ze zmianą jego koloru. Nowy lakier pokrył nie tylko kabinę, ale i liczne akcesoria, między innymi rury wydechowe, czy osłonę przeciwsłoneczną. Bardzo dużo czasu musiałem poświęcić na przykład na pracę przy nitach. Jak fani marki dobrze wiedzą, poszczególne elementy nadwozia są łączone nitami, których jest naprawdę dużo. Ich "obróbka" utrudniała pracę i pochłaniała mnóstwo czasu. W sumie poświęciłem na to około 700 roboczogodzin, czyli trzy miesiące.

Skąd wziął się taki pomysł na biznes jak malowanie artystyczne ciężarówek? Choć pewnie to nie tylko biznes, ale i realizacja pasji...?


Życie napisało taki scenariusz. Poproszono mnie o wykonanie projektu dla firmy Repiński Transport i tak powstała Scania S450 "Sin City", a także naczepa z motywami z tego filmu. To był początek mojej pracy w tej firmie, gdzie spędziłem 5 lat i wykonywałem kolejne projekty, które wyjeżdżały stamtąd na drogi. Jak patrzę na całą moją przygodę z malowaniem artystycznym, to nie mam najmniejszych wątpliwości, że to pasja. W latach młodości zacząłem od graffiti i oczywiście nie myślałem wtedy o zarabianiu pieniędzy. To nie miało znaczenia - wygrywała chęć tworzenia. Przyznam, że wykonywałem sporo zawodów w Polsce i za granicą, ale malowanie zawsze było na pierwszym miejscu. I nigdy mi się nie nudziło. Później, gdy już pracowałem przy ciężarówkach, nie rezygnowałem z malowania murali i motocykli. Dzięki tym ostatnim udało mi się wypracować największą precyzję.

To jest tak, że tworzenie pięknych grafik na ciężarówkach wymaga wrodzonego talentu popartego ciężką pracą, które razem wzięte gwarantują piorunujący efekt? Czego jest więcej w Pana przypadku - talentu czy mozolnego dopracowywania do perfekcji techniki airbrush?

Maluję niemal całe życie. Przygodę z malowaniem zacząłem od graffiti w wieku około 13 lat. Gdy malowałem pierwsze swoje prace na ścianach słowa "mural" nie było jeszcze w powszechnym użyciu. Byłem przedstawicielem drugiego pokolenia młodych Polaków, którzy zajęli się tworzeniem graffiti. Dzisiaj murale są modne, a w tamtych czasach wielu osobom ta twórczość bardziej kojarzyła się z wandalizmem niż sztuką. Gdybym wtedy komuś powiedział, że chciałbym malować na ścianach i z tego się utrzymywać, na pewno kazałby mi się puknąć w czoło. Później pojawiły się prośby ze strony rodziny żebym coś pomalował w pokoju... Krótko mówiąc, robiąc różne rzeczy podążałem w jednym kierunku.
(ciąg dalszy rozmowy - pod zdjęciem)


Przełomem w moim życiu było wzięcie do ręki aerografu i porzucenie farby w sprayu, która ogranicza możliwości malarza. Odtąd miałem do dyspozycji narzędzie dużo bardziej precyzyjne - pistolet lakierniczy w mikrodyszą, którym można na przykład namalować włos o grubości jednego milimetra. Sprayem malowałem postacie i twarze, ale nawet nie zahaczałem o realizm, natomiast za pomocą aerografu mogłem go już dotknąć. To zasadnicza różnica. Dodam, że tego precyzyjnego narzędzia używałem nie tylko do tworzenia grafik na ciężarówkach, ale i na motocyklach, a także do odtworzenia detali na ścianach. To trwało kilka lat - do chwili gdy otrzymałem propozycję pomalowania Scanii "Sin City" przed około siedmiu laty. Dla mnie to była wtedy zupełna nowość, wcześniej nie miałem nic wspólnego z tuningiem ciężarówek, chociaż z lakiernictwem miałem już pewne doświadczenie za sprawą motocykli. Mówię o tym dlatego, że malowanie artystyczne ciężarówek jest ewidentnie połączone z lakiernictwem - jedno nie może istnieć bez drugiego. Duże doświadczenie lakiernicze zdobyłem pracując w firmie Repiński Transport. Tam wypracowałem sobie system pracy przy ciężarówkach i starałem się doprowadzić go do perfekcji. A wracając do pytania, uważam, że talent to jest 10 procent, a reszta to ciężka praca i dążenie do doskonałości. Zresztą, to nie jest moja opinia - wiele osób twierdzi tak samo, pod czym podpisuję się dwoma rękoma. Wspomniane 90 procent to kilkanaście lat wytężonej pracy i tysiące godzin z aerografem, który pozwala robić precyzyjną kreskę.
(dalsza część rozmowy - pod zdjęciem)


Jak długo firma Badstaff art działa na rynku? Proszę przybliżyć trzy swoje najważniejsze realizacje, poza najnowszym dziełem.

Działalność gospodarczą otworzyłem pierwszego stycznia 2023 roku. Wraz z powołaniem do życia firmy Badstaff art zrezygnowałem z innej aktywności i skoncentrowałem się wyłącznie na ciężarówkach. Wszystkie prace, które wykonałem są dla mnie bardzo ważne. Jeśli miałbym wskazać trzy ulubione, to zwyciężyłby sentyment. W tej grupie musiałaby się znaleźć pierwsza moja praca, czyli wspomniana wcześniej Scania "Sin City". Kolejna ciężarówka, do której mam bardzo duży sentyment to Scania firmy Sokołowski ozdobiona motywami z filmu "Ogniem i mieczem", w tym oczywiście postaciami Skrzetuskiego, Bohuna, Zagłoby i Heleny. To był ważny krok w rozwoju mojego malowania.
(dalsza część rozmowy - pod zdjęciem)


Trzeci pojazd jest dla mnie ważny bardziej ze względu na dokonanie niż na sentyment. To Scania Longline S650 "Les Affranchis" (Chłopcy z ferajny) dla francuskiego przewoźnika PKM Logistique. To był kolejny etap mojej przygody z artystycznym malowaniem, oznaczający otwarcie na klientów z Zachodniej Europy.

Czy wszystkich Pańskich klientów łączy miłość do ciężarówek i chęć wyróżniania się na drodze?

Klientów podzieliłbym na dwie grupy. W pierwszej znajdują się "pozytywnie zakręceni" właściciele ciężarówek, którzy chcą mieć jedyne w swoim rodzaju cacka wagi ciężkiej. I nie chodzi przecież tylko o malowanie, ale i zakup akcesoriów, na przykład dodatkowego oświetlenia, modyfikację wnętrza itd. Wszystko to pochłania ogromne pieniądze, ale ci ludzie gotowi są za to zapłacić. To są prawdziwi pasjonaci! W drugiej grupie umieściłbym tych, którzy chcą uwiecznić w formie graficznej jakieś wydarzenie (na przykład jubileusz powstania firmy) albo promować swoje przedsiębiorstwo charakterystycznym wizerunkiem pojazdów. Wygrywać tym, że są łatwo rozpoznawalne.

Do drzwi Pańskiego warsztatu pukają wyłącznie klienci polscy, nie licząc jednego francuskiego?

Rzeczywiście dotychczasowi klienci są z Polski i Francji. Dla firmy PKM Logistique wykonałem na razie dwie prace, przy czym ta ostatnia nie została jeszcze ukończona - po ciągniku Peterbilt zostanie pomalowana naczepa. Nie będę ukrywał, że otrzymuję zapytania ofertowe nie tylko z Francji, ale również innych krajów Europy Zachodniej. Dodam też, że portfel zamówień mam wypełniony do końca tego roku.

Czy miłośnicy tuningowanych ciężarówek od razu konkretyzują swoje potrzeby i oczekiwania, mają w głowie to, co chcą zobaczyć na nadwoziu? A może tylko podają temat i oczekują od Pana ciekawych propozycji graficznych?

Tutaj podobnie - podzieliłbym klientów na dwie grupy. W pierwszej są tacy, którzy interesują się szeroko pojętym tuningiem pojazdów ciężkich, doskonale wiedzą czego chcą, łącznie z podaniem pożądanych barw, wielkości motywów i innych szczegółów, w tym na przykład tego, czy praca ma dotykać stylu holenderskiego. Krótko mówiąc - mają w głowie cały obraz ciężarówki, a moim zadaniem jest przeniesienie ich wizji na kabinę, osłony międzyosiowe i ewentualnie jakieś dodatkowe elementy. Drugą grupę tworzą ludzie bardzo otwarci na moje propozycje. Podają temat, a reszta jest moim zadaniem. To jest bardzo fajne - świadczy o tym, że klient ufa mi w 100 procentach. To nie znaczy, że z tymi pierwszymi trudniej się rozmawia. Klienci, którzy doskonale wiedzą czego chcą też potrafią docenić moją pracę - wykonaną przecież po to, żeby osiągnąć ich zamierzony cel.
(dalsza część rozmowy - pod zdjęciem)


Klienci miewają dziwne i śmieszne pomysły na ozdobienie swoich ukochanych pojazdów?

Żaden z pomysłów nie wydał mi się dziwny, natomiast jedno z zeszłorocznych zleceń było dość nietypowe, a końcowy efekt zabawny. Na żółtej lawecie powstał malunek, którego tematem był serial animowany "Psi patrol". Kilkoro dzieci powiedziało mi, że to jest moja najlepsza praca w życiu.

Jak długo zwykle trwa cykl realizacyjny - od czystej kartki, czy raczej czystej karoserii po końcowy efekt? Jakie są poszczególne etapy pracy?

W przypadku ciężarówki jest to okres od 4 do 6 tygodni. Chyba, że wymagana jest bardziej skomplikowana praca, wtedy dłużej. Przypomnę, że przygotowanie Peterbilta trwało 3 miesiące, ale było to połączone z renowacją nadwozia. Natomiast malowanie naczepy trwa od 6 tygodni nawet do 12. Proces zaczyna się od akceptacji terminu i projektu przez klienta. Po wjeździe ciężarówki do warsztatu następuje jej "rozebranie" na części, czyli demontaż poszczególnych elementów nadwozia, przygotowanie kabiny i zdjętych elementów do malowania pistoletem lakierniczym, pomalowanie bazy i pokrycie kolorem. Później jest czas na zasadniczą pracę, czyli nanoszenie motywów graficznych, następnie całość pokrywa lakier, a na koniec przychodzą kwestie polerskie i montaż uprzednio zdjętych elementów. Tak naprawdę przedsięwzięcie kończy się wrzuceniem zdjęć i filmików do internetu.

Na koniec kwestia zasadnicza - ile to kosztuje? Proszę przybliżyć cennik.

To jest najtrudniejsze pytanie. Każdy projekt jest inny. Koszt pomalowania całego zestawu może przekroczyć 100 tysięcy złotych, natomiast samego pojazdu silnikowego wynosi od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Ceny usługi są nieporównywalne, jeśli jedna opcja obejmuje samo naniesienie motywów graficznych, a druga także renowację nadwozia, bo pojazd ma na przykład 20-30 lat. Bywa tak, że do warsztatu wjeżdża nowa ciężarówka z salonu i trzeba tylko namalować motywy na bokach kabiny. Szybki temat, ale i tutaj ceny mogą być różne, w zależności od tego, czy fabryczne wykonanie jest "na bogato" czy tylko w standardzie, gdy plastikowe części, takie jak obudowy lusterek lub nadkola są niepomalowane. Przyznam, że w tym ostatnim przypadku proponuję klientowi pomalowanie tych wszystkich dodatkowych elementów, aby praca była kompletna.


Prace Pawła Bruskiego są do obejrzenia TUTAJ

Rozmawiał: Cezary Bednarski
Fot. Paweł Bruski
Do ulubionych
FIRMOWY SPOTLIGHT
Wega Agencja celna


NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

NASZE WYWIADY

OPINIE

NASZE RELACJE

Photo by Josh Hild from Pexels